Z Tyskowej na Korbanię.
Korbania - (894m n.p.m.). Nazwa szczytu na niektórych mapach brzmi inaczej,
można spotkać nazwy Patrola / Patryja. W starszych przewodnikach i mapach podawana
jest Korbania, wysokość także jest rozbieżna.

W drodze na Korbanię.
foto: Zbyszek
Korbania, to jeden z ciekawszych szczytów w okolicy
Bukowca, Łopienki, Stężnicy i Baligrodu. Z Tyskowej można wejść dwoma drogami.
Jedna prowadzi drogą do końca na przełęcz o kocie 698 m n.p.m, gdzie znajduje się
kapliczka. Obok kapliczki skręcamy ostro w lewo i podchodzimy cały czas pod górę.
Z lewej strony widać Tyskową i polany poniżej grzbietu. Idziemy dalej, aż osiągniemy
wierzchołek.
Druga trasa prowadzi od miejsca gdzie znajdowała się cerkiew. Obecnie
są tam groby rodziny Budzowskich, a za nimi pozostałości po starym cmentarzu oraz
ślady po cerkwi.
My schodzimy drogą kawałek niżej w stronę Stężnicy i po chwili
schodzimy w dół do potoku. Po przejściu potoku pniemy się polaną pod górę w
kierunku bardzo ciekawego świerka. Gdy go miniemy po chwili wchodzimy w bukowy las.

Tyskowa, cerkwisko i stary cmentarz.
foto: Zbyszek
Idziemy lasem w stronę wyraźnego ramienia grzbietu Korbani. Trzymamy się cały czas
tego ramienia aż dojdziemy do leśnej drogi. Dalej idziemy drogą aż pod kulminację
wierzchołka, gdzie skręcamy w prawo wąską ścieżyną która wyprowadzi nas na szczyt
Korbani.
Osiągnąwszy wierzchołek widzimy przepiękny widok na jezioro solińskie,
wał Otrytu, dolinę Sanu, pasmo Żukowa, Magurę Łomniańską, a patrząc w prawo
widzimy przepiękne połoniny Smereka, Połoniny Wetliskiej i hen dalej. Widok zapiera
dech.
Na szczycie znajduje się punkt geodezyjny. Ze szczytu można zejść do Bukowca,
Łopienki oraz Stężnicy.
Czas przejścia:
Podejście z Tyskowej przez przełęcz obok kapliczki: 1 godzina 40 minut.
Podejście z Tyskowej od cmentarza: 1 godzina 20 minut.
Na zdjęciach od lewej: widoki z Korbani na zalew soliński, połoniny
oraz świerk i łąka na trasie z Tyskowej.
Zobacz także:
» Korbania z Bukowca
» Tyskowa i Radziejowa ze Stężnicy
» Dawne wsie - Tyskowa
tekst oraz zdjęcia:
Zbigniew Jantoń